Sztuka przełamywania się

autor wpisu:

Dzi­siaj opi­szę, na przy­kła­dzie nauki języ­ków obcych, jak prze­ła­my­wać się, mimo że:

  • nie chce mi się,
  • nikt mnie nie kocha,
  • życie nie ma sensu,
  • nie mam zdolności,
  • nie mam pieniędzy,

i milion innych jakże waż­nych powo­dów, które ZAWSZE stają na dro­dze do celu.

Sztukę prze­ła­my­wa­nia możesz prze­nieść na dowolny grunt. Trudno byłoby mi zna­leźć grunt, który jest dla Cie­bie ważny, dla­tego też posłu­guję się moim przy­kła­dem języ­ków obcych. Jako czło­wiek myślący, po prze­czy­ta­niu tego tek­stu, wycią­gniesz wnio­ski i prze­ro­bisz go „pod siebie”.

Wstęp

Aktu­al­nie uczę się dwóch języ­ków. Jed­nego rano, dru­giego wie­czo­rem. Samo­dziel­nie. Codzien­nie. Żadnych dni wolnych.

Jak się domy­ślasz, prób regu­lar­nej nauki było wiele. Obec­nie uczę się nie­prze­rwa­nie od ponad roku. Długo? Krótko? Nie wiem. Pierw­szy entu­zjazm dawno opadł, prze­ży­łam też liczne kry­zysy, z któ­rych udało mi się wyjść dzięki podej­ściu, o któ­rym za chwilę prze­czy­tasz. To podej­ście pozwa­lało mi prze­ła­my­wać wszyst­kie inne kry­zysy wcze­śniej, dla­tego ponad rok temu wdro­ży­łam je przy nauce języków.

Spo­koj­nie mogę powie­dzieć, że to, o czym piszę (jak zresztą wszystko, o czym czy­tasz na tym blogu) spraw­dza się u mnie, czyli w życiu pro­stego czło­wieka i nie zostało prze­pi­sane z teo­re­tycz­nej książki jakie­goś nie­zdrowo pod­nie­co­nego, samo­zwań­czego guru moty­wa­cji. Jedni piszą całe życie o dzia­ła­niu, inni po pro­stu działają… ;)

Każdy argu­ment, aby nic nie robić, jest dobry

Brak czasu. Pro­wa­dzę firmę, co ozna­cza, że pra­cuje wię­cej niż osoby na eta­cie. Jak łatwo się domy­ślić jestem zmę­czona, nie mam czasu i nigdy nic mi się nie chce.

Zdol­no­ści i wcze­śniej­sze doświad­cze­nia. Zdol­no­ści mam takie, jak każdy, czyli prze­ciętne. W szkole języki (angiel­ski, nie­miecki, łacina) szły mi śred­nio, żeby nie powie­dzieć tra­gicz­nie, głów­nie za sprawa nauczy­cieli, któ­rzy zmie­niali się dokład­nie co semestr. Język na stu­diach był fik­cją. Wła­ści­wie po latach for­mal­nej edu­ka­cji powin­nam mieć traumę, zamknąć się w sobie i obra­zić na cały świat. Bo tak!

Mate­riały. Książki, kursy, pro­gramy kosz­tują. Po co szu­kać dar­mo­wych stron czy ser­wi­sów w Inter­ne­cie? Lepiej powie­dzieć „Nie stać mnie” i dalej oglą­dać idio­tyczne fil­miki na You Tube, a póź­niej mówić, że innym w życiu wszystko się udaje.

Prze­ła­mu­jemy się

Plan. Codzien­nie uczę się 30 nowych słó­wek (dodat­kowo w ramach nauki mam jesz­cze inne rze­czy, ale słówka są codzien­nie). Aktu­al­nie szli­fuję dwa języki (za trzy mie­siące dołą­czę dwa następne – doce­lowo inte­re­suje mnie zna­jo­mość czte­rech języ­ków, w róż­nym stop­niu zaawansowania).

Dia­log. Nie wni­ka­jąc w szcze­góły pro­gramu nauki, przed­sta­wiam poni­żej dia­log wewnętrzny, który pro­wa­dzę ze sobą w chwi­lach, kiedy nie chce mi się uczyć słó­wek. Taki dia­log można prze­pro­wa­dzić w dowol­nej sytu­acji życio­wej, która wymaga działania.

Pierw­sze i naj­waż­niej­sze — otwie­ram pro­gram do słó­wek. W ten spo­sób wyko­rzy­stuję pro­stą tech­nikę mani­pu­la­cji, czyli pierw­szy krok został wyko­nany i trud­niej wyco­fać się (przed samym sobą). Więc:

- [otwie­ram pro­gram] — Ale mi się nie chce, nie dam rady, późno już, głowa mnie boli itp.

- [pro­gram jest otwarty] — Czy jest tu ktoś, kto mógłby zro­bić to za mnie? Nie! No więc, samo się nie zrobi. To może cho­ciaż 10, żeby coś było, co? Zasada dwóch minut. Nie kom­bi­nuj, jak już tu sie­dzisz i masz otwarte (pierw­szy krok wyko­nany!) to zrób cho­ciaż 10. Bądź boha­te­rem w swoim domu!

- [w trak­cie] — Ale to bez sensu, o ja, ale mi się nie chce, które to już słówko? Piąte? O matko, ale to się wle­cze. Szó­ste. Siódme. Ale nudy. Ósme. Dzie­wiąte. Łoooo, dzie­siąte. Konie­eeec! Jestem boha­te­rem. Pomnik mi postawić!

- [po pierw­szym eta­pie] — Ile to  trwało? Dwie minuty? No bez żartów! To może jesz­cze 10, skoro pro­gram do nauki jest otwarty, 1/3 już jest zro­biona i potrwa to kolejne 2 minuty?

- [po dru­gim eta­pie] — Zro­bione. Plan dnia to 30, a jest już 20, to jesz­cze 10, żeby było ładnie w sta­ty­sty­kach. O, sta­ty­styki to jest to. Cały kalen­darz, wszyst­kie dni z trzy­dziest­kami na zie­lono, to jest widok! Będzie pomnik na koniec mie­siąca! Będzie!

- [po trze­cim eta­pie] — 30! Zro­bione! Cud! W 6 minut!

Kiedy plan mini­mum mam zro­biony, to nagle chce mi się. Bo mam już mini­mum. Bo umysł zaczął się roz­krę­cać. Bo przy­po­mniał sobie, że to lubi itd. W efek­cie z począt­ko­wego „Nie chce mi się” jest „Czego jesz­cze mogę się dziś pouczyć?”. Wtedy też jest wła­ściwy moment, aby się­gnąć po trud­niej­sze rzeczy.

Wnio­ski

Stały ele­ment dnia. Ustal sobie godziny dla swo­jej nauki. Tutaj spo­koj­nie testuj, czy wolisz rano czy wie­czo­rem. A może po połu­dniu? Kiedy już odkry­jesz swój czas, trzy­maj się tego, a po kilku dniach wyrobi Ci się nawyk.

Dziel na mniej­sze czę­ści. Naucze­nie się 30 słó­wek brzmi strasz­nie. Ale już naucze­nie się 10 brzmi lepiej (super byłoby 5 słó­wek, ale pro­gram, któ­rego uży­wam ma mini­mum 10, więc star­towa u mnie to 10).

Narze­kaj w swo­jej gło­wie. Serio. Jeśli coś robisz i jest Ci źle, to narze­kaj — nikt mnie nie kocha, nikt mi nie chce pomóc, jestem sam. Narze­kaj i… rób. Ale tu dwie uwagi.

Po pierw­sze, wpla­taj w komu­ni­kat pozy­tywy, czyli jest źle, ale to lubisz („Tak to jest, jestem sam i nikt za mnie się nie nauczy języka, który lubię i marzę o mówie­niu w nim płyn­nie, co za czasy, okrop­ność…”). Po wypo­wie­dze­niu kilku takich absur­dal­nych zdań (bo prze­cież to jest absur­dalne, jak zasta­no­wisz się nad argu­men­tami), zaczniesz się z tego śmiać i cała sytu­acja prze­ro­dzi się w narzekanie-zabawę, która wylu­zuje Cię i popro­wa­dzi do wyko­na­nia zadania.

Po dru­gie, jeśli narze­kasz na serio, miej na uwa­dze wyż­szy cel tego zacho­wa­nia. Cel to wyrzu­ce­nie emo­cji i wyga­da­nie się (tak, można też gadać tylko do sie­bie), a nie zdo­ło­wa­nie sie­bie, świata i porzu­ce­nie celu. Jestem kobietą, więc mam spo­łeczne przy­zwo­le­nie na narze­ka­nie, ale wolę robić to wewnętrz­nie. Kobiety są zapro­gra­mo­wane na tera­peu­tyczne wyga­dy­wa­nie się (nie ocze­ku­jemy pomocy i roz­wią­zań, tylko wyrzu­camy z sie­bie w ten spo­sób emo­cje). Kiedy kobieta wygada się i pona­rzeka, ma uczu­cie oczyszczenia.

Sys­te­ma­tycz­ność. Ucz się 15 minut dzien­nie (nowe słówka + powtórki wyzna­czone przez algo­rytm). W 6 mie­sięcy zauwa­żysz pozy­tywną, jako­ściową zmianę. W taki spo­sób star­to­wa­łam z samo­dzielną nauką, „od zera”, z dwoma nowymi dla mnie języ­kami. Działa. Masz moje słowo.

Baw się. Zawsze mówię o sobie, że jestem głu­pia, ale nad­ra­biam sys­te­ma­tycz­no­ścią, co roz­braja i mnie (tak, śmie­szą mnie moje żarty – wiem, to żenu­jące) i oto­cze­nie („Faj­nie mieć taki dystans do sie­bie”). W ten spo­sób pod­cho­dzę do sie­bie z poczu­ciem humoru i nie wywie­ram na sie­bie pre­sji (zawsze mogą powie­dzieć sobie i oto­cze­niu: „Prze­cież mówi­łam, że jestem głu­pia, więc nie rozu­miem zarzutu?”).

Mów do sie­bie. Jeśli pro­gram wyświe­tla mi, że dane słowo powta­rzam piąty raz i nadal nie wiem, co ono ozna­cza, to mówię do sie­bie: „Jak można być takim głu­pim i przez 5 razy nie zapa­mię­tać, że słówko X zna­czy Y. Prze­cież to takie pro­ste X zna­czy Y, Y zna­czy X. X X X zna­czy Y. Ile można uczyć się, że X zna­czy Y?”. I już pamiętam.

Zara­żaj oto­cze­nie. Cza­sami biorę kom­pu­ter na kolana, idę do Jedy­nego i mówię: „I teraz się ze mną pouczysz”. Począt­kowo był bar­dzo nie­szczę­śliwy, że musi brać w tym udział, ale dwóch dniach… sam zaczął uczyć się nowego języka, widząc, jak można się przy tym dobrze bawić.

Cie­kawe? Podziel się ze znajomymi:
    autor wpisu: