Produktywność w małym palcu — #1

autor wpisu:

Porada #1 — Zde­fi­niuj cel

Pod­stawą bycia pro­duk­tyw­nym jest poprawne okre­śle­nie celu, który chcemy osią­gnąć. Bez tego pierw­szego kroku nie można w ogóle mówić o orga­ni­za­cji, pro­duk­tyw­no­ści czy moty­wa­cji. Natura czło­wieka po pro­stu nie prze­wi­duje bez­in­te­re­sow­no­ści, jak­kol­wiek altru­istyczny ktoś mógłby się wyda­wać. Przez całe życie pod­świa­do­mie usta­lamy sobie pewne cele i pró­bu­jemy do nich dążyć. Cza­sem nie­stety brak for­ma­li­za­cji naszych pla­nów powo­duje, że w trak­cie pracy zapo­mi­namy, jaki w rze­czy­wi­sto­ści był jej cel czy motyw. W takiej sytu­acji nasze próby ska­zane są na niepowodzenie.

Pod­staw sta­wia­nia przed sobą wyzwań zaczęli uczyć nas rodzice, póź­niej szkoła. Naszym celem prze­waż­nie były dobre stop­nie na zakoń­cze­nie roku szkol­nego, bądź też dobra ocena na naj­bliż­szym spraw­dzia­nie. Pro­blem polega na tym, że taki cel ciężko zre­ali­zo­wać bez okre­śle­nia poszcze­gól­nych kro­ków i mniej­szych celów, które musimy nie­jako „zali­czyć” po drodze.

Zasta­nówmy się więc, jak odle­gły w cza­sie cel zapla­no­wać tak, aby krok po kroku przy­czy­nić się do jego wyko­na­nia. Po pierw­sze — dziel! Na tyle eta­pów, na ile tylko moż­liwe. Oczy­wi­ście, nie możemy dać się zwa­rio­wać, ale nasz przy­kła­dowy cel pole­ga­jący na uzy­ska­niu dobrych wyni­ków na świa­dec­twie powin­ni­śmy podzie­lić na mak­sy­mal­nie dwu­ty­go­dniowe etapy. Ustalmy dla każ­dego z tych eta­pów cel, który w miarę łatwo będzie nam osią­gnąć w porów­na­niu do poprzed­niego. Zakła­da­jąc, że wycho­dzimy od prze­cięt­nej śred­niej 4.0, bie­rzemy pod uwagę, że semestr ma około 20 tygo­dni i na pod­sta­wie tego usta­lamy kolejne etapy tak, aby osią­gnąć nasz cel. W ten spo­sób tygo­dniowy postęp, który pozwoli nam koniec seme­stru uzy­skać śred­nią 5.0 popra­wia­jąc tygo­dniowe wyniki jedy­nie o 0.05. Prawda, że łatwe?

Oczy­wi­ście powyż­szy przy­kład miał nam jedy­nie zobra­zo­wać, na czym polega potęga dzie­le­nia naszych dłu­go­ter­mi­no­wych celów na mniej­sze, krót­ko­ter­mi­nowe. W ten spo­sób można osią­gnąć naprawdę wiele, a samo poczu­cie, że prze­cho­dzimy przez kolejne etapy dodaje nam moty­wa­cji do pracy.

Innym istot­nym czyn­ni­kiem, pozwa­la­ją­cym nam na postęp w dąże­niu do celu jest jego dokładna i wyczer­pu­jąca defi­ni­cja. Oprócz tego, że każdy cel dzie­limy na mniej­sze etapy, warto mimo to dokład­nie opi­sać nasz osta­teczny cel. Powin­ni­śmy sobie wyobra­zić sie­bie w momen­cie osią­gnię­cia danego celu — poczu­cie speł­nie­nia i satys­fak­cję. Następ­nie zde­fi­niujmy na papie­rze, jakie korzy­ści nam zdo­by­cie danego celu przy­nie­sie. W ten spo­sób, gdy w trak­cie mozol­nej pracy będziemy wąt­pić, czy za dane zada­nie warto w ogóle było się zabie­rać, wystar­czy przy­po­mnieć sobie listę korzy­ści, którą wcze­śniej stworzyliśmy.

Cie­kawe? Podziel się ze znajomymi:
    autor wpisu: