Wyrwane z kontekstu #41

Info: Komen­ta­rze mię­dzy cyta­tami i pod­kre­śle­nia w cyta­tach — własne

***

Jeśli uwa­żasz, że inni ludzie są od tego, żeby swoją obec­no­ścią zapeł­niać Ci czas i nada­wać sens w życiu:

– Nie ma Pani dzieci, a byłoby z kim się dzie­lić wspo­mnie­niami.
Janina Para­dow­ska: No nie mam. Cho­ciaż są bra­tan­ko­wie, ich żony, dzieci. Kie­dyś pod­czas week­endu przy­szła mi nawet taka myśl do głowy, że na pewno bym nie sie­działa tu sama, gdy­bym miała dzieci. Ale potem doszłam do wnio­sku, że prze­cież one mia­łyby już wła­sne życie, czyli i tak była­bym sama.

Jeśli uwa­żasz, że w życiu nadej­dzie kie­dyś ten wła­ściwy moment, aby coś zrobić:

– Dzien­ni­karki czę­sto boją się macie­rzyń­stwa?
Janina Para­dow­ska: Mnie się tak uło­żyło. Począ­tek mojej pracy w War­sza­wie, bez miesz­ka­nia, bez niczego. Potem mał­żeń­stwo z Tade­uszem, świet­nym repor­te­rem. Nie chciał mieć dzieci. Póź­niej jego alko­ho­lizm. Poza tym dużo jeź­dzi­łam w teren, nawet z psem mia­łam pro­blem, kto go wypro­wa­dzi. Potem zaczęło się robić na wszystko za późno.

źródło: Wywiad z Janiną Para­dow­ską, Viva

Szybki bilans roku 2014

Zawsze i wszę­dzie chwa­li­łam się, jacy to u mnie wszy­scy są zdrowi, piękni i szczę­śliwi. Nie­stety, rok 2014, w naj­bliż­szej rodzi­nie (pod­kre­ślę: tylko w naj­bliż­szej) wyglą­dał następująco:

- Jedna osoba zmarła na raka trzustki (od dia­gnozy do śmierci minęło 6 miesięcy).

- Jedna osoba zmarła na wylew (zupeł­nie zdrowy, nic tego nie zapowiadało).

- Jedna osoba nagle zacho­ro­wała i musiała mieć dwa prze­szczepy szpiku (dwa, bo pierw­szy nie przy­jął się).

- Jedna osoba została zara­żona w szpi­talu opor­nymi bak­te­riami, na które nic nie działa.

- Jedna osoba dowie­działa się, że ma raka. Ope­ro­wali. Są powi­kła­nia pooperacyjne.

- Jedna osoba dowie­działa się, że ma raka, ale nie chce ope­ra­cji, bo boi się powi­kłań (ma tego samego raka, co ta osoba wymie­niona powy­żej, którą operowano).

- Jedna osoba miała zawał (kilka dni w szpi­talu na obser­wa­cji i jest ok).

Na powyż­szej liście jestem także ja.

Ja się domy­ślasz, mając przed oczami to wszystko, pisa­nie bloga o pro­duk­tyw­no­ści w 2014 roku było dla mnie chwi­lami trudne.

Oka­zuje się, że 90% rze­czy, które przez 30 lat życia wtła­czano mi do głowy, w tzw. prak­tyce życia nie ma żadnego zasto­so­wa­nia. Żadnego!

Oka­zuje się, że jedna roz­mowa z cho­rym czło­wie­kiem nauczy Cię wię­cej niż 150 ksią­żek o moty­wa­cji, w któ­rych z pre­me­dy­ta­cją pomija się nie­wy­godne wątki.

Esen­cję życia sta­nowi wła­śnie umie­jęt­ność mie­rze­nia się z tymi nie­wy­god­nymi wąt­kami, któ­rymi są: cho­roba, śmierć, cier­pie­nie, ból, bez­rad­ność. Zauważ, że jeśli już są te tematy podej­mo­wane to zdaw­kowo jako „Wylu­zuj, bo i tak nie masz na to wpływu”. I ten błąd popeł­nia­łam także ja.

W prak­tyce, pokaż mi kogoś, kto — wie­dząc, że nie ma wpływu na cho­robę swoją lub bli­skiej osoby — jakby nigdy nic powie:

Nie, no fak­tycz­nie masz rację, śmierć, cho­roba, prze­szczepy, ope­ra­cje, ból, patrze­nie na bli­skich albo doświad­cza­nie tego oso­bi­ście, no tak nie mam na to wpływu, więc nie będę się tym przejmował”.

Nie znam nikogo takiego.

Znam za to takich, któ­rzy świa­do­mie przy­glą­dają się eta­pom życia albo eta­pom w róż­nych sytu­acjach (swoją drogą, ja to odkry­łam na stu­diach, ale wtedy nie było mi to do niczego potrzebne aż do teraz). Z tego miej­sca dzię­kuję Oso­bie, która przy­po­mniała mi tę wie­dzę ze studiów.

Wpisz sobie w wyszu­ki­warkę coś w stylu: „Fazy/etapy wycho­dze­nia z” (wsta­wić cokol­wiek, np. cho­roba, depre­sja, żałoba, alko­ho­lizm, ner­wica). Tam opty­mi­stycz­nie dowia­du­jesz się, że pewne etapy trzeba po pro­stu przejść i na końcu zawsze wraca się do normalności.

Jeśli kie­dy­kol­wiek utkniesz w takim cięż­kim eta­pie, pamię­taj, że to tylko jeden z eta­pów. Że prę­dzej czy póź­niej wyj­dziesz z niego (choć w danym momen­cie trudno w to uwie­rzyć!), aby przejść do kolej­nego. A potem do kolej­nego. I znowu kolej­nego. I w któ­rymś momen­cie zaświeci słońce.

I tak to się kręci.

Wyrwane z kontekstu #40

Byłam dziś na masażu w przy­chodni, do któ­rej przy­cho­dzi star­sza pani mająca męża przy­ku­tego do łóżka i dwóch synów cho­rych na stward­nie­nie roz­siane. Robi zakupy i gotuje trzy różne posiłki, dla każ­dego coś innego, leczy się pań­stwowo, bo cią­gle bra­kuje pie­nię­dzy. Takie sytu­acje uczą pokory. Bo jakie ja mam prawo narze­kać? Pod salon masażu pod­jeż­dżam samo­cho­dem, płacę za ten masaż, uwa­ża­jąc, że mam ciężki dzień, bo Jasio ząbkował.

źródło: wywiad z Anną Przybylską