Minimalizm to wielka ściema

Można się ze mną nie zga­dzać. Naprawdę można.

Osoby, które spo­tka­łam na swo­jej życio­wej dro­dze, które nazy­wały sie­bie mini­ma­li­stami, mogę podzie­lić na grupy:

  • stu­denci
  • osoby bez sta­łych dochodów
  • miesz­ka­jący w małych mieszkaniach
  • bez­dzietni

Może mam pecha, ale nie spo­tka­łam innych osób.

I prze­pra­szam bar­dzo, ale nikt mnie nie prze­kona, że naczelny mini­ma­li­sta świata (wie­cie, o kim mówię), z szóstką dzieci na gło­wie, został mini­ma­li­stą, bo tak lubi. Powody były inne (poroz­ma­wiaj z dowolną, wie­lo­dzietną rodziną — ona nie będzie Ci wci­skać kitu o mini­ma­li­zmie tylko nazwie rzecz po imieniu).

I tak z mojego doświad­cze­nia z tymi grupami:

  • Stu­denci, kiedy prze­sta­wali być stu­den­tami, czyli koń­czyli stu­dia, zaczy­nali pra­co­wać i dobrze zara­biać, wypro­wa­dzali się ze stu­denc­kich miesz­kań i prze­sta­wali być minimalistami.
  • Ludzie, któ­rzy zna­leźli stałą pracę, z dnia na dzień porzu­cali swój mini­ma­lizm na rzecz zaku­po­wego i laj­fstaj­lo­wego bywa­nia, dum­nie rela­cjo­no­wa­nego na Fejsie.
  • Osoby mające wła­sne kawa­lerki, kiedy wresz­cie po latach sta­rań dostały kre­dyt na więk­sze miesz­ka­nie albo wynaj­mu­jące małe miesz­ka­nia i prze­no­szące się na więk­sze, ale swoje, wypeł­niały je meblami, mebel­kami i milio­nami sza­fek, któ­rych wnę­trza zapeł­niały róż­nymi przed­mio­tami, bo wresz­cie było dla nich miejsce.
  • Bez­dzietni, od kiedy tylko uro­dziły im się upra­gnione dzieci, zaczęli obda­ro­wy­wać swoje pocie­chy licz­nymi, prze­róż­nymi zabaw­kami, które walają się po całym mieszkaniu.

I żeby było jasne, to nie są poje­dyn­cze osoby – w każ­dej kate­go­rii jest ich kilka.

O mini­ma­li­zmie każdy Czy­tel­nik sły­szał, więc pominę pod­stawy. Idea mini­ma­li­zmu opiera się na jakimś dziw­nym prze­ko­na­niu, że trzeba mieć mało rze­czy albo tylko rze­czy, któ­rych uży­wamy czę­sto i wtedy nie będziemy przy­tło­czeni. Nie­stety to zaprze­cza logice, zwłasz­cza w trzech ele­men­tach życia:

1. Uży­wa­nie na co dzień
Jeśli cze­goś uży­wam na co dzień, warto mieć to w więk­szej ilo­ści, np. posia­da­nie jed­nego kubka do her­baty jest bez sensu, chyba że lubisz stać nad zle­wem kil­ka­na­ście razy dzien­nie i go myć (nie wspo­mi­na­jąc już o kosz­tach wody i płynu). Ja nie lubię. Zamiast stać cią­gle nad zle­wem, wkła­dam wszyst­kie kubki z całego dnia do zmy­warki, a kiedy się zapełni, włą­czam przy­cisk i wycho­dzę na spa­cer. Podob­nie jest z odzieżą – wolę mieć wię­cej skar­pet i włą­czać pralkę rza­dziej niż prać je codzien­nie, ale ręcz­nie (prze­cież nie włą­czę pralki dla jed­nej pary skar­pet i jed­nej koszulki). Czy mini­ma­li­ści mają w ogóle taki bez­u­ży­teczny przed­miot jak pralka?!

2. Sezo­no­wość
To, że uży­wam cze­goś sezo­nowo nie ozna­cza, że jest mi to nie­po­trzebne, np. posia­da­nie i uży­wa­nie zimą cie­płych butów z anty­po­śli­zgową pode­szwą uwa­żam za bar­dzo dobry pomysł, no ale wiem, że można prze­trwać w tramp­kach, mar­z­nąć i ślizgać się przy każ­dym kroku. Pyta­nie tylko po co?

3. Zasto­so­wa­nie przed­mio­tów
Dobrym przy­kła­dem jest tele­wi­zor. Zasad­ni­czo uwa­żam, że przed­miot sam w sobie nie jest ani dobry, ani zły, bo to my nada­jemy przed­mio­tom zasto­so­wa­nie. Mam tele­wi­zor. Wielki na pół ściany, ma 3d i różne inne super cuda (podobno kolejny model będzie już robił obiady*). Przez pół życia nie mia­łam tele­wi­zora, ale dwa lata temu uzna­łam, że go potrze­buję, bo jak już odpa­lam VOD i oglą­dam film to chcę mieć wygod­nie: duży ekran, efekty, dźwięk, nogi na stole, popcorn i bro­war w rękach. 2–3 razy w tygo­dniu (bo tak czę­sto korzy­stam z TV), przez dwie godziny, sie­dzę z bro­wa­rem przed tele­wi­zo­rem! Taki pro­stak ze mnie.

Ale, ale! Wielce oświe­ceni, współ­cze­śni ludzie nie posia­dają tele­wi­zora, bo to taki ogłu­piacz. Tym­cza­sem codzien­nie: pół dnia kli­kają w swo­ich smar­fo­nach, dru­gie pół dnia spę­dzają na Fej­sie, a wie­czo­rem oglą­dają kolejny odci­nek, kolej­nego sezonu, kolej­nego serialu na swoim kolejno: kom­pu­te­rze, table­cie, smart­fo­nie. No, ale naj­waż­niej­sze, że nie mają tego ogłu­pia­ją­cego przed­miotu (telewizora).

Czy posia­da­nie wielu kubecz­ków, wielu par skar­pet, kil­ku­na­stu koszu­lek, butów na zimę i ogłu­pia­ją­cego tele­wi­zora jest dla mnie przy­tła­cza­jące? Tak i od tego przy­tło­cze­nia nie mogę spać po nocach.

Jeśli nie mini­ma­lizm to co?

Dla wielu Czy­tel­ni­ków i mojej rodziny, która robi 99% ruchu na tej stro­nie*, będzie zasko­cze­niem, jeśli teraz napi­szę, że nie jestem mini­ma­li­stą i w żaden spo­sób nie utoż­sa­miam się z tym ruchem.

Wyznaję patry­cjo­na­lizm (nazwa, jak się domy­ślasz, pocho­dzi od imie­nia wybit­nego przed­sta­wi­ciela tego nurtu, któ­rego bloga masz zaszczyt teraz czy­tać*). Przed­sta­wię nie­które zasady patrycjonalizmu.

Każda rzecz ma swoje miejsce

Sprzą­tam na bie­żąco, mimo­wol­nie, bo odkła­dam wszystko na miej­sce, nic nie zosta­wiam na póź­niej, a zwłasz­cza bute­lek po piwie na stole (jesz­cze by tego bra­ko­wało – nie dość, że sie­dzi z piwem przed tele­wi­zo­rem to jesz­cze, jak w meli­nie, zosta­wia je na stole i idzie spać).

Jeśli coś się popsuło – napra­wiam albo wyrzucam

Nie ma moż­li­wo­ści, że zosta­wiam jakiś popsuty sprzęt, bo może się przy­dać. Nie przyda się, nie będę tego już uży­wać. Popsute? Napraw od razu albo wyrzuć i kup sobie nowy.

Jeśli cze­goś będę potrze­bo­wała to sobie kupię

Każdy dowolny przed­miot mogę kupić w każ­dym, dowol­nym momen­cie. Mam 30 lat, nie pamię­tam pustych półek w skle­pach i zakła­dam, że nie zbliża się wojna, więc nie widzę żadnego powodu, aby kupo­wać cokol­wiek na zapas. Ma to dwie zalety.

Po pierw­sze, zakup, który mogę zre­ali­zo­wać, kiedy chcę, prze­staje być atrakcyjny.

Po dru­gie, tech­no­lo­gia i moda tak się zmie­nia, że jeśli kupię dzi­siaj kamerę, bo za rok wyjeż­dżam na waka­cje, to efekt będzie taki, że za rok na waka­cjach będę się wku­rzać, że teraz, kiedy potrze­buję, są w sprze­daży tań­sze, lżej­sze, lep­sze i z dłu­żej trzy­ma­jącą baterią.

A jak nie pojadę na te waka­cje, to zosta­nie mi stary model kamery, która ma już rok, nie była nigdy uży­wana i jej war­tość spa­dła o połowę.

A jak kupię przed wyjaz­dem, to będę mieć naj­now­szy, naj­lep­szy w danym momen­cie model i może nawet tań­szy (pierw­sze, prze­ło­mowe modele zawsze są droższe).

O kupo­wa­niu ksią­żek na zapas pisa­łam tutaj.

Nadaję przed­mio­tom nowe zastosowanie

Bar­dzo lubię maj­ster­ko­wa­nie i z tej per­spek­tywy jedna rzecz ma wiele zasto­so­wań. Zamiast kupo­wać nowy przed­miot, wolę prze­ro­bić to, co już mam albo użyć danego przed­miotu do kilku celów.

Nie dubluję zasto­so­wań przedmiotów

Wolę mieć jeden, uni­wer­salny nóż niż kil­ka­na­ście róż­nych i każdy do cze­goś innego.

Mój tryb życia wyzna­cza moje potrzeby

Każdy z nas jest inny, pro­wa­dzi inny tryb życia, lubi inne rze­czy itp. Jeśli Ste­fan jest zawo­do­wym kola­rzem to ma dro­gie rowery i sporo ubrań tre­nin­go­wych na zmianę. Ja jestem zawo­do­wym wydawcą i mam też swój sprzęt, np. sys­tem do moni­to­ro­wa­nia sta­nów magazynowych.

Ubra­nia: Uni­wer­sal­ność kroju i koloru

Wiem, że nie będę dobrym wyznacz­ni­kiem, bo nie inte­re­suję się modą i nie lubię zaku­pów, ale co tam, mój blog to się wypo­wiem. Zawsze kupuję mniej modne (czyli uni­wer­salne) kroje.

Dziś alla­dynki są modne (hmmm… czy już nie są?), ale uwierz mi, że w następne waka­cje będzie wstyd w tym wyjść.

Z mody nigdy nie wycho­dzą kroje uni­wer­salne, sto­no­wane, typowe. Ina­czej mówiąc, jeśli widzę super buty, ale ich krój jest nie­ty­powy, to nie kupuję ich, bo:
– za rok już będą nie­modne,
– nie­ty­powy krój będzie paso­wał tylko do okre­ślo­nego typu ubrań, a nie do większości.

Warto też kupo­wać uni­wer­salną kolo­ry­stykę, żeby daną rzecz można było połą­czyć z jak naj­więk­szą ilo­ścią już posia­da­nych elementów.

Na początku może wydać się to trudne, ale im mniej mamy nie­ty­po­wych rze­czy, tym mniej będzie pro­ble­mów natury: co do tego pasuje. Jeśli więc mam stan­dar­dowy krój spodni, blu­zek i w stan­dar­do­wych kolo­rach to mogę do tego kupić stan­dar­dowy krój butów i wszyst­kie ele­menty do sie­bie pasują.

Ubra­nia: Jakość

Jeśli coś ma posłu­żyć mi dłu­żej, musi być dobrej jako­ści. Nie­stety, droż­sze wcale nie ozna­cza, że jest lep­sze, dla­tego trzeba po pro­stu szu­kać lub mieć swoje ulu­bione, spraw­dzone marki.

Ubra­nia: Dublo­wa­nie naj­po­trzeb­niej­szych rzeczy

Jeśli bie­gasz to potrze­bu­jesz wię­cej niż jedną parę spodenek/dresu czy w czym tam bie­gasz. Ja nie bie­gam, więc takich spode­nek nie potrze­buję i nie mam w ogóle.

I teraz naj­waż­niej­sze: jak tylko wpadnę na pomysł, aby bie­gać, to wstanę, pojadę do sklepu i kupię to, czego potrze­buję. Nie kupuję na zapas (bo za tydzień zacznę bie­gać), bo jest oka­zja (pro­mo­cja) albo żeby poczuć się lepiej (jak kupię to się zmo­ty­wuję do biegania).

Pozby­wam się rze­czy, któ­rych nie używam

Zanim się ich pozbędę, odkła­dam je do pocze­kalni. To naj­lep­szy spo­sób, aby prze­zwy­cię­żyć psy­chiczne opory. Po takiej pocze­kalni naj­czę­ściej emo­cje opa­dają i pozby­wam się. Jeśli nadal mam opory to foto­gra­fuję i wyrzu­cam.

Jeśli kupuję now­szą rzecz, pozby­wam się starej

Zakup nowego tele­fonu ozna­cza pozby­cie się sta­rego. Jeśli w grę wcho­dzi zosta­wie­nie go jako awa­ryj­nego to są dwa aspekty do wyjaśnienia:

1. Jeśli ten nowy popsuje się, w jakim cza­sie możesz zamó­wić nowy? Niech zgadnę: 1 dzień. Wnio­sek: Nie potrze­bu­jesz awa­ryj­nego telefonu.

2. Pozo­sta­wie­nie sta­rego modelu jako awa­ryj­nego ozna­cza, że masz już jakiś awa­ryjny (z poprzed­niej sytu­acji: kupi­łeś ten, a zosta­wi­łeś stary). Ile masz więc już tych awa­ryj­nych? Czy kie­dy­kol­wiek z nich sko­rzy­sta­łeś? (nie, bo to takie sta­ro­cie, że nawet nie mają wi-fi albo coś w nich nie działa i jakby się popsuł ten obecny to wolał­byś kupić nowy niż się męczyć ze sta­rymi i popsutymi).

Jak naj­mniej rze­czy na widoku

Cho­wam wszystko, co tylko można, bo bar­dzo lubię wolną prze­strzeń. Ale też bez prze­sady, nie cho­wam kom­pu­tera z biurka.

Oddzie­lam rze­czy od wspomnień

Rze­czy nie mają emo­cji. Rze­czom nada­jemy emo­cje sami: pre­zent od uko­cha­nej osoby czy pamiątka z wyjazdu. Sfo­to­gra­fuj i wyrzuć.

Pod­su­mo­wa­nie

Nie wiem, ile mam rze­czy, ale wiem, że mam dużo skar­pet, kub­ków, koszu­lek i rze­czy sezo­no­wych, bo w takiej ilo­ści wła­śnie ich potrze­buję. I jeśli uznam, że potrze­buję jesz­cze wię­cej skar­pet to sobie je doku­pię. A po zaku­pach siądę z piwem przed ogłu­pia­ją­cym tele­wi­zo­rem i będę mar­no­wać czas.

W tym cza­sie mini­ma­li­sta będzie kon­tem­plo­wał swoje pro­ste życie: oglą­dał 150 odci­nek serialu na kom­pu­te­rze i prał ręcz­nie jedną parę skar­pe­tek, żeby mieć czy­ste na jutro.

Patry­cjo­na­lizm to tak naprawdę: zdrowe podej­ście do życia. I takiej nazwy i zasady pole­cam się trzymać.


* Wie­rzę z inte­li­gen­cję Czy­tel­nika, ale gdyby ktoś zna­lazł się tutaj przy­pad­kiem to infor­muję, że to są takie żarty.

Wyrwane z kontekstu #35

Życie ma żądło ukryte w ogo­nie. Jest krót­sze, niż się nam wydaje. Poza tym trwa w naj­lep­sze, pod­czas gdy my się zasta­na­wiamy, co w nim jest ważne, a co nie.

Gdy czas pły­nie nie­ubła­ga­nie, my dry­fu­jemy, myślimy, wąt­pimy i trak­tu­jemy się zbyt poważ­nie, cały czas się zasta­na­wia­jąc, co byśmy mogli lub chcieli, albo też, co powin­ni­śmy robić, aby nasze życie było lepsze.

A potem się kończy.

źródło: S. Wasmund — Prze­stań gadać, zacznij działać

O zapieprzaniu

Z pięk­nych maili, które napły­wają na moją skrzynkę, dowia­duję się, że Czy­tel­nicy 2minuty.pl to bar­dzo róż­no­rodna grupa. Lice­ali­ści, stu­denci, świeżo po stu­diach, moi rówie­śnicy, nieco starsi ode mnie, zna­jomi z daw­nych cza­sów* i Czy­tel­nicy poprzed­niego bloga**.

Wszyst­kich łączy chęć bycia pro­duk­tyw­nym. Pro­blem polega na tym, że to, co pole­ca­ła­bym obec­nym lice­ali­stom i stu­den­tom, nie­ko­niecz­nie trafi do trzy­dzie­sto­lat­ków (moich rówieśników).

I z tego powodu, kiedy zabie­ram się za pisa­nie, mam pro­blem, czy danym wpi­sem nie zro­bię krzywdy młod­szym Czytelnikom.

Ja

Mogę się mamić tym, że mając 30 lat na karku, jesz­cze całe życie przede mną i że jak teraz zarwę jesz­cze nocki to za 10 lat to już na pewno wejdę na giełdę i zacu­muję jacht w Monako.

Tylko jest jedno „ale”. Otóż z branżą jestem zwią­zana od pra­wie 15 lat i, zary­wa­jąc nocki, od zera udało mi się rów­no­le­gle koń­czyć dzienne stu­dia i budo­wać fajną firmę (i po dro­dze także kilka cudzych), zro­bić mnó­stwo inte­re­su­ją­cych dla mnie rze­czy, zoba­czyć to i owo na świe­cie itp.

Dla­tego mając jakieś tam doświad­cze­nie, dzi­siaj per­spek­tywa nie­prze­spa­nych nocy, aby roz­wi­jać jakiś kolejny super pro­jekt, jakoś nie­zbyt do mnie prze­ma­wia. Dzi­siaj nie­prze­spane noce, owszem chęt­nie… gdy dziecko ma gorączkę. Nie żyję złu­dze­niem, że będę dru­gim Ste­vem Job­sem albo że zostanę astro­nautą, bo jakiś guru twier­dzi, że chcieć to móc, a jak nie wycho­dzi tzn. że się nie staram.

Co można pole­cić w takiej sytuacji?

Jeśli masz 30 lat i JESTEŚ zado­wo­lony ze swo­jego życia — nie musisz zapie­przać. Możesz już nieco wylu­zo­wać, roz­wi­jać to, co masz, opty­ma­li­zo­wać swoją pracę, szu­kać nowych tech­nik i sta­wiać sobie cele, które w tym wieku — jak pew­nie zauwa­żasz — są defi­nio­wane w inny spo­sób (są bar­dziej realne) niż 10 lat temu.

Jeśli masz 30 lat i NIE JESTEŚ zado­wo­lony ze swo­jego życia — nie­stety, musisz zapie­przać, bo zdaje się, że ostat­nie 10 lat byłeś na waka­cjach. Oczy­wi­ście, należy zde­fi­nio­wać, dla­czego nie jesteś zado­wo­lony: bo nie masz jachtu czy bo nadal miesz­kasz z rodzi­cami? To pomoże Ci dobrać odpo­wied­nie metody działania.

Młody Czy­tel­nik

Jeśli masz 20 lat — zary­waj nocki i zapie­przaj, bo obec­nie nie masz nic cie­kaw­szego do roboty, niż zdo­by­wa­nie doświad­cze­nia i eks­pe­ry­men­to­wa­nie. Dzięki temu za 10 lat będziesz mógł usiąść i powie­dzieć: „Może nie wszystko się udało w 100%, ale jestem z sie­bie zado­wo­lony, bo coś tam zbu­do­wa­łem i jesz­cze mam żonę/męża i dzieci” (tak, za 10 lat naprawdę doce­nisz te dwie insty­tu­cje, mimo że teraz par­sk­ną­łeś śmiechem).

Jest czas na zapie­prza­nie i czas na życie. Szu­kaj zło­tego środka (na początku suge­ruję, mimo wszystko, w pro­por­cjach: wię­cej pracy, mniej zabawy).

Do dzieła!

—-
* Takich daw­nych cza­sów, kiedy to guru w branży był blog Netto, chłop­cem do bicia był Hazan, na Bar­campy wszy­scy przy­cho­dzili tylko po to, żeby się zechlać, codzien­nie powsta­wało mini­mum 10 ser­wi­sów Web 2.0, a połowa obec­nych inter­ne­to­wych cele­bry­tów dopiero się rodziła albo wła­śnie uczyła się chodzić.

** Blog był o skle­pach inter­ne­to­wych. Autor tego bloga był kie­dyś w swo­jej branży małym cele­brytą, czego dzi­siaj się wsty­dzi, ale wie­rzy, że zostało mu to wyba­czone, bo był młody i głupi.